Tifosi widzieli u siebie tylko czerwone światło. Mimo że włoscy kibice przybyli licznie, by wspierać swoją ukochaną drużynę, nie mieli jednak szansy na świętowanie zwycięstwa. Samochód czerwony przekroczył linię mety jako pierwszy, ale miał logo Toyota, a nie Prancing Horse. Dzięki gruntownie przeprojektowanemu podwoziu, nowemu malowaniu, a nawet nowej tożsamości – Toyota Racing, bez oznaczenia Gazoo – japoński producent zyskał w ten sposób przewagę nad rywalami.
Ten artykuł jest przeznaczony wyłącznie dla subskrybentów.
Pozostało Ci 95% do odkrycia.
Już subskrybujesz?
Zaloguj się
- Do -50% oszczędności!
- Nieograniczone artykuły premium
- Magazyn cyfrowy od 20:XNUMX w każdy poniedziałek
- Dostęp do wszystkich numerów od 2012 roku w aplikacji AUTOhebdo
Kontynuuj czytanie na te tematy:
Aby przeczytać także
Alain Féguenne (🇱🇺 Luksemburg)
21 o 04:2026
Być może za tym wszystkim kryje się jakaś strategia… Zobaczymy ‼️ po Francorchamps. 😎👀 alainkf1@pt.lu
Yves-Henri RANDIER
21 o 04:2026
Czy to była sztuczka Toyoty przeciwko Ferrari w Imoli? A może celowa próba uniknięcia przez Ferrari zaciętej walki o zwycięstwo we Włoszech, wiedząc, że bilans osiągów (BoP) zostanie skorygowany po Spa, a zatem przed Le Mans?