Fabio Di Giannantonio nie miał predyspozycji, by rywalizować z trzema Apriliami w tę niedzielę. Już od pierwszych okrążeń było jasne: dotrzymanie kroku Jorge Martínowi i Marco Bezzecchiemu wymagałoby zaangażowania przekraczającego jego obecne możliwości, z ryzykiem utraty wszystkiego. „Kiedy zaczynałem wyścig, zdałem sobie sprawę, że aby dotrzymać kroku Apriliom, musiałbym jechać na 120% mocy, więc pomyślałem, że to może nie być właściwe, bo ryzykuję za dużo. Wolałem utrzymać maksymalny poziom przez cały wyścig i dać z siebie wszystko na mecie”.
Przemyślane zarządzanie pozwoliło mu na wykonanie pamiętnego wyprzedzenia na ostatnim okrążeniu i zdobycie czwartego miejsca, powtarzając manewr z 2018 roku. Jednak zidentyfikowany deficyt jest konkretny: Ducati ma mniejszą precyzję w porównaniu z Aprilią na wejściu w zakręty.
„Ducati ma o wiele lepszy przód niż nasz. Hamują tak samo jak my, ale z dużo większą precyzją na wejściu w zakręt. Potrafią od razu skręcić motocyklem, używając hamulców. A my mamy z tym problem”. Ta wada ma daleko idące konsekwencje: Włoch, zmuszony do kompensowania tylnym zawieszeniem tego, czego nie oferuje przednie, szybciej zużywa tylne opony — błędne koło, które będzie musiał przerwać, jeśli chce rywalizować z Apriliami w trakcie wyścigu.
Regularność jako nowa siła
Pomimo tych braków technicznych, Fabio Di Giannantonio wskazuje na istotną zmianę w swoim podejściu do sezonu. Niespójność, która charakteryzowała go w zeszłym roku, najwyraźniej ustąpiła miejsca regularności wyników, która utrzymuje go w walce o mistrzostwo. „Jestem naprawdę szczęśliwy. Myślę, że jestem w odpowiednim miejscu, żeby to pokazać. To połączenie kilku rzeczy: znałem ten sam motocykl przez dwa lata, a teraz jest on o wiele bardziej przewidywalny. Te dwa elementy razem dodają mi pewności siebie. Wtedy mogę jeszcze bardziej nad sobą popracować”.
Zawodnik VR46 nie chce zdradzić szczegółów swojej przyszłości, ale daje do zrozumienia, że trwają rozmowy z jego menadżerem w celu wyjaśnienia sytuacji: „Myślę, że później będzie to dla mnie bardziej jasne, być może w Barcelonie”. Jeśli chodzi o jego status w Ducati — najlepszym przedstawicielu włoskiej marki w Le Mans — żartobliwie unika odpowiedzi: „Jestem żółty. Te pytania dotyczą czerwonego Ducati.”
Ten dramatyczny obrót wydarzeń wiele mówi o nastawieniu zawodnika skupionego na własnych osiągnięciach, niezmąconego wewnętrznymi hierarchiami producenta, którego barwy reprezentuje. W oczekiwaniu na wieści o swojej przyszłości, Włoch będzie kontynuował sezon z VR46, rozpoczynając go w przyszły weekend podczas Grand Prix Katalonii.
CZYTAJ TAKŻE >GP Francji: Jorge Martín wraca do zwyciężania w MotoGP
Kontynuuj czytanie na te tematy:

Ju
12 o 05:2026
Tylko koza...motocykl jest trochę gorszy i od razu szukają wymówek...zeszłoroczny Marc wygrałby już prawie wszystko...