Weekend zaczął się tak dobrze. Z najszybszym czasem w piątek, Johann Zarco zdawał się w końcu znaleźć klucz do stabilnych osiągów na swojej Hondzie, zanim wszystko stopniowo się rozpadło. Drobny wypadek w sobotni poranek zmienił wszystko. „Bardzo ciekawie jest przeżyć taki weekend, ponieważ zacząłem z dobrym samopoczuciem i naprawdę myślałem, że mogę być konkurencyjny przez cały weekend. Nie byłem. To szaleństwo, gdy traci się trochę pewności siebie na wejściach w zakręty, zwłaszcza z powodu wypadku w sobotni poranek, nawet jeśli był on niewielki. Ta odrobina braku zaangażowania na wejściach sprawia, że cały tor jest trudny, zamiast być torem, na którym mogę cieszyć się dobrą jazdą”.
Wybór miękkich opon na Grand Prix również odegrał pewną rolę. „Mój inżynier i ja chcieliśmy wypróbować tę miękką oponę, ponieważ dała mi dużą przewagę w piątek. Ale Michelin jest bardzo wrażliwy na temperaturę opon, a zwłaszcza na nieco zimniejsze warunki. Widzieliśmy, że ci, którzy mieli twardą oponę, prawie wszyscy mieli kraksy. Tak czy inaczej, jeśli będzie za gorąco, miękka opona mogłaby mnie kosztować trochę dystansu w Sprint”.
Sytuację dodatkowo pogorszył konflikt z Raúlem Fernándezem: „To prawda, że straciłem sporo pozycji podczas ataku Fernándeza. Nie mogę narzekać, on próbuje mnie wyprzedzić, stara się utrzymać pozycję. Było tam ciasno, nawet on trochę zjechał na bok i straciłem, nie pamiętam, cztery czy pięć pozycji”.
Zarządzanie weekendem, o którym mowa
Johann Zarco wskazuje na jeszcze bardziej podstępny czynnik, wykraczający poza kwestie związane z wydajnością: zmęczenie nagromadzone podczas weekendu spędzonego na własnym boisku, podczas którego wymagania partnerów i publiczności kolidują z czasem przeznaczonym na regenerację. „Najtrudniejsze jest to, że nie możemy poświęcić czasu na cieszenie się tym entuzjazmem ani na próby dawania z siebie więcej dla społeczeństwa, ponieważ mamy bardzo napięty harmonogram. To pochłania mnóstwo energii. Poświęcamy czas na regenerację, masaże czy zabiegi na mięśnie i przedramiona. A w niedziele to widać. Postaram się inaczej zarządzać sprawami w przyszłym roku, bo nie mam już 22 lat”. Rzadkie wyznanie na temat kulis domowego Grand Prix, gdzie presja mediów i reklam może mieć równie duży wpływ, co sam tor.
Pomimo tego rozczarowania, kierowca Hondy LCR postanowił skupić się na pozytywach. Piątkowe doświadczenie pokazało, że motocykl może być w jego rękach konkurencyjny, a jego rozumienie maszyny się poprawia. „Najbardziej pozytywnym aspektem jest trochę jak w Austin na początku roku: dobre wyniki potwierdzają, że motocykl może być dobry, potwierdzają, że potrafię go obsługiwać. Teraz muszę dowiedzieć się, jak to powtórzyć. I to jest mój cel”. Tor Circuit de Catalunya, na który wróci w przyszły weekend na Grand Prix Katalonii, powinien odpowiadać mu bardziej niż Le MansaTesty w Barcelonie zaplanowane na przyszły weekend będą okazją do szczegółowej pracy nad tymi słabymi punktami.
Wywiad przeprowadzili Luca Bartolomeo i Michaël Duforest w Le Mans.
CZYTAJ TAKŻE > GP Francji: Jorge Martín wraca do zwyciężania w MotoGP
Kontynuuj czytanie na te tematy:

Skomentuj ten artykuł! 0