7 kwietnia 1968 roku świat sportów motorowych stracił jednego ze swoich największych wirtuozów. Zginął w szczytowej formie podczas wyścigu. Formuła 2 Na torze Hockenheim (Niemcy) Jim Clark pozostawił po sobie kolosalne dziedzictwo, naznaczone jego wszechstronnością i relacjami z zespołem Lotus.
Wszystko zaczęło się tak naprawdę 26 grudnia 1958 roku, podczas wyścigu GT w Brands Hatch. Tego dnia młody Szkot zajął drugie miejsce, tuż za niejakim Colinem Chapmanem. Założyciel Lotusa, pod wrażeniem umiejętności jazdy chłopca, nie odstępował go już na krok.
Po wycięciu zębów rallyejednak jest w Wytrzymałość Clark rozpoczyna swoją historię. W latach 1959-1961 brał udział trzykrotnie w 24 godziny Le Mans z zespołem Border Reivers, w tym po raz pierwszy za kierownicą Lotusa Elite. W 1960 roku zajął znakomite trzecie miejsce za kierownicą Aston MartinW tym samym roku zadebiutował w Formuła 1 w trakcie sezonu, podczas Grand Prix Holandii, u boku Johna Surteesa i Innesa Irelanda.
W 1961 roku jego karierę naznaczyła jednak straszna tragedia podczas Grand Prix Włoch. Jim Clark zderzył się z Wolfgangiem von Tripsem (Ferrari), The jednomiejscowy Niemiecki pilot uderzył w bariery, zabijając drugiego pilota i 15 widzów. Clark, który był krótko badany przez włoskie władze, ostatecznie nie został oskarżony.
Sukcesy Jima Clarka
Jego ukoronowaniem było pierwsze zwycięstwo w Grand Prix Belgii w 1962 roku. W następnym roku zmiażdżył konkurencję: z siedmioma zwycięstwami (rekordem tamtych czasów) zdobył swój pierwszy tytuł mistrza świata w 1963 roku. W 1965 roku powtórzył ten sukces, zdobywając drugie mistrzostwo świata, ale jego geniusz przekroczył również Atlantyk. W tym samym roku wygrał wyścig Indianapolis 500, stając się pierwszym zwycięzcą spoza USA od 49 lat.
Pomimo 25 zwycięstw w Grand Prix, w jego dorobku wciąż jest jedna anomalia: choć oswoił się z torem w Indianapolis, nigdy nie udało mu się wygrać na ulicach Monako, ponieważ jego mechanicy kilkakrotnie go zawiedli.
W chwili tragicznego wypadku w 1968 roku Jim Clark prowadził w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. W wieku zaledwie 32 lat był rekordzistą pod względem liczby zwycięstw (25), pole position (33) i najszybszych okrążeń (28). Zakręt na torze Hockenheimring ostatecznie zakończył się śmiercią kierowcy, który do dziś pozostaje jednym z najlepszych w tym sporcie.
CZYTAJ TAKŻE > Pytanie tygodnia – Czy Kimi Antonelli ma już wszystko, czego potrzeba, aby zdobyć tytuł?

Joel Gaboriaud
07 o 04:2026
To takie wzruszające przypomnieć sobie historię tych „rycerzy” z innej epoki. Dziękuję. Ten artykuł oferuje entuzjastom o wiele więcej niż ten o 25. rocznicy Piastriego.
Carrera46
07 o 04:2026
Nie do końca wiedząc dlaczego, był moim ulubionym kierowcą F1. Ten dżentelmen-rolnik wykazał się wyjątkowym talentem, imponującymi statystykami i zdumiewającą zdolnością adaptacji. Oczywiście byli inni (Ascari, Fangio itd.), ale jego osobowość niewątpliwie odcisnęła piętno na mojej młodości...
Yves-Henri RANDIER
07 o 04:2026
Inna era, kiedy kierowcy ginęli w każdym sezonie i kiedy kierowcy prezentowali eklektyzm rzadko spotykany dziś. Ale w latach 60. i 70. kierowcy również gonili za nagrodami pieniężnymi, aby zarobić na godne życie, chętnie podróżując na wyścigi podczas lata na półkuli południowej w Afryce Południowej (RPA, Angola, Mozambik i Rodezja), a także w Australii/Nowej Zelandii, a nawet w Ameryce Południowej na słynne Temporadas! Śmierć Jima Clarka była moim pierwszym bolesnym spotkaniem z bolidami i sportem motorowym... Spoczywaj w pokoju Szkocie.